wtorek, 9 czerwca 2015

ZAINSPIRUJ SIĘ!

Hej!
Dziś post z tekstami i obrazkami, które mnie inspirują, bawią i często nakręcają do działania

xoxo, Anastazja

WHAT'S IN MY BAG?

Nie zacznę od "nie wiem jak Wy", bo doskonale wiem jak Wy, tak jak i ja nosicie w swojej torebce wszystko, gdzie wszystko to niekończąca się ilość rzeczy potrzebnych do przetrwania całego dnia na mieście. Małe torebki wybieram jedynie wtedy, kiedy wiem, że wychodzę na chwilę, bądź wieczorem. W ciągu dnia wybór pada zazwyczaj na torby XXL mieszczące cały świat. W szczególności upodobałam sobie dwie duże skórzane shopperki z wytrzymałymi uszami, które udźwigną wszystkie niezbędne i zbędne rzeczy. 

Dziś chciałam pokazać Wam mój niezbędnik, który towarzyszy mi podczas zabieganego dnia, wypełnionego spotkaniami i wizytami w showroomach. Oczywiście rzeczy na zdjęciach są schludnie poukładane, jednak w torbie zazwyczaj panuje totalny chaos. Nigdy nie mogę niczego znaleźć, muszę kłaść ją na podłodze i szeroko otwierać, żeby dokopać się do jakiejś pomadki na samym dnie. Wszyscy dziwnie mi się wtedy przyglądają obstawiając wynik poszukiwań, ale jakoś nijak mnie to nie zniechęca. Dodatkowym utrudnieniem w nawigacji po torebce są też wszystkie paragony i rachunki, w ilościach przekraczających wszelkie normy, które nigdy nie wiadomo kiedy mogą się przydać.

Na całodniową wyprawę zabieram ze sobą zazwyczaj:

1. Telefony - nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez smartfona, nawet na spotkaniach biznesowych z powodzeniem zastępuje on laptopa. Używam obu zamiennie, choć miałam się w 100% przesiąść ze starego na nowy. Jakoś odkładam ten moment i oba służą mi i do pracy i do rozrywki.

2. Słuchawki - chyba oszalałabym, gdybym miała funkcjonować bez muzyki, zwłaszcza kiedy muszę teleportować się z punktu A, do punktu B, gdzie w Warszawie oznacza to czasami drugi koniec miasta.

3. Kalendarz - 2 telefony i jeszcze kalendarz i długopis? Nigdy nie przekonam się do elektronicznej organizacji czasu, choć jeszcze pracując w agencji uważałam programy do zarządzania czasem pracy i zadaniami za genialny wynalazek. Jeśli jednak nie pracuje się w korpo... nie ma to jak klasyczne notowanie spraw ultraważnych.

4. Power bank - Zanim odkryłam to cudowne urządzenie, telefon padał mi już po 2-3h (Internet) i musiałam szukać kontaktu, żeby móc go podładować, ew. iść na przymusową kawę. Nawet taksówki zamawiam przez aplikację, więc bez dodatkowej baterii ani rusz. Power bank rozwiązuje problem ładowania na cały dzień, albo nawet dwa, bo wystarcza bodajże na 4-5 ładowań do 100%.

5. Śniadanie - tak, tak, ja wiecznie na diecie. Wcześnie rano nigdy nie mam ochoty na śniadanie, a ponieważ korzystam z cateringu dietetycznego, posiłki często zabieram ze sobą i nie muszę się martwić, czy akurat trafię na dobre jedzenie na mieście.

6. Kosmetyki - niestety natura obdarzyła mnie problematyczną cerą, która szybko zaczyna się błyszczeć. Na ratunek przychodzą odpowiednie kosmetyki. Rano oczywiście wykonuję makijaż, jednak po kilku godzinach wymaga on już małych poprawek. Noszę zatem ze sobą podkład, korektor, tusz do rzęs, róż, puder matujący, wyrównujący koloryt skóry i ulubione szminki. 

7. Carmex - nie wiem czemu dopiero ostatnio kupiłam pierwszą tubkę. Zapach i smak przywodzi mi na myśl maść kamforową, której zapach uwielbiałam w dzieciństwie. Super pielęgnuje usta, zmiękcza i odżywia. Mniamniuśny.

8. Portfel - trochę atrapa, bo zawsze o nim zapominam, ląduje na dnie, a pieniądze wraz z kartami, rachunkami i wizytówkami trzymam w bocznej przegródce. Oczywiście przy płaceniu następuje scena "dajcie mi chwilę, zaraz znajdę".

9. Perfumy - kto nie lubi ładnie pachnieć!

10. Książka - wraz z muzyką to mój najlepszy towarzysz. Był okres kiedy czytałam jedynie e-booki, ale ostatnio zatęskniłam za zapachem papieru i druku. 

11. Antybakteryjny żel do rąk - łapki zawsze czyste.

12. Ogrzewacze do rąk - ulga i ratunek w mroźne dni. Nie zawsze pamiętam o rękawiczkach, bądź gubię 4 pary w sezonie, ale dziwnym trafem sówek jeszcze nie zgubiłam i z powodzeniem grzeją kieszenie.

13. Plasterki - niestety często obcierają mnie nawet sneakersy i zapobiegawczo noszę je ze sobą gdzieś w czeluściach torby.

14. Inne ważne rzeczy: mini lakier do włosów, zegarek, okulary, klucze, woda mineralna.

15. Słodkości - Nie samą dietą i ortodoksyjnie zdrową żywnością człowiek żyje. Zawsze mam jakieś smakołyki w torebce (ale tylko z czekoladą, innych nie uznaję za słodycze). Nieprzypadkowo więc na zdjęciach pojawia się Duplo!
xoxo, Anastazja

CO CIĘ INSPIRUJE?

Zacznijmy od definicji, czym jest inspiracja. Każdy opis jest inny, ale wszystkie krążą wokół słów: natchnienie, olśnienie. Gdzieś trafiłam też na ładne zdanie, że inspiracja jest to bodziec, dzięki któremu przełamujemy bezczynność. Inspiracja – wena – bodziec – olśnienie – żarówka w głowie? W ostatnim czasie często powtarzam, że mnie olśniło, mam sto pomysłów na minutę i dzięki temu początek roku zapowiada się niesamowicie produktywnie. Dawno nie czułam takiej energii. Staram się robić notatki, żeby nie zgubić nawet najmniejszych idei. Bo być może któraś z nich będzie znacząca.
xoxo, Anastazja

MOJA WYMARZONA SZAFA

Nie jestem wielką znawczynią mody, co to to nie!:) Ale jak (prawie) każda kobieta lubię ciuchy, buty i torebki. Moja "chciejolista" odnośnie kosmetyków w zasadzie się wyczerpała - mam wszystko co chciałam, a nawet więcej. Inna sytuacja jest jeżeli chodzi o ciuchy i dodatki - może nie mam kilku stron tabelek z modowymi zachciankami, ale kilka elementów zdecydowanie chodzi mi po głowie.

Nie piszę Wam jednak o tym bez przyczyny - na Facebooku C-THRU ruszył właśnie bardzo fajny konkurs dla wszystkich tych, którzy mają ochotę poprzez podzielenie się swoją wymarzona szafą zgarnąć całkiem fajne nagrody. Nie wiem jak Wy, ale ja tym bym nie pogardziła bonem na zakupy:)
Wystarczy w aplikacji dostępnej tutaj [KLIK] stworzyć swoją wymarzoną stylizację, aby mieć szanse nawet na sesję zdjęciową.

Jak wyglądałaby moja wymarzona szafa?
Wiem, że to może trochę dziwne, że umieściłam w niej sukienkę, ale to że jeszcze nie czuję się nich najlepiej nie znaczy, że mi się podobają;) Krój typu "skater" czyli rozkloszowany dół to wg mnie idealne podkreślenie kobiecości. Do tego chabrowy kolor - miodzio!

Od jakiegoś czasu chodzą też za mną szpilki z kolekcji Vivienne Westwood dla Melissy, pomimo iż są niby plastikowe, według mnie to zdecydowanie uniwersalny element, który będzie pasował do wielu stylizacji. Do tego średnia Selma od Michaela Korsa nawiązująca kolorystyczne do sukienki, biały ceramiczny zegarek Donny Karan i jako wisienka na torcie czarna skórzana ramoneska. Nie wiem, czy to szczyt klasy i stylu, ale mnie się podoba!:)
A jak wyglądałaby Wasza wymarzona szafa?



                                        xoxo, Anastazja

FILM CZY KSIĄŻKA?

Wiele jest książek, na podstawie których nakręcono potem filmy. Wiele z nich okazuje się być w ocenie większości lepszymi od swoich ekranizacji. Czy z "Gwiazd naszych wina" tak się stało? Nie dla mnie. Nie tym razem.

Po moim lipcowym odcinku inspiracji i gadżetów dostałam mnóstwo komentarzy, że powinnam się wstrzymać z wyrażaniem opinii skoro nie przeczytałam książki od deski do deski. Nie sposób nie przyznać Wam racji, przynajmniej do pewnego stopnia. Dlatego postanowiłam nawiązać jeszcze raz do tego tematu, kiedy już zapoznam się z całą historią Hazel i Gusa.

Wspominałam o tym, że oprócz książki chcę też zapoznać się z jej ekranizacją. Z jednej strony miałam opinie, że książka jest milion razy lepsza. Z drugiej strony słyszałam, że film to wyciskacz łez i nawet najwięksi twardziele wymiękają.
Książkę skończyłam czytać w sobotę rano. Utwierdziłam się w przekonaniu, że jest to urocza wzruszająca i nie najłatwiejsza historia, ale wciąż brakuje w niej czegoś, co chwyciłoby mnie za serce i wytarmosiło wnętrzności.

Wzięłam się za film. Początek był umiarkowany. Znałam historię, więc bardziej z ciekawością wyszukiwałam różnic miedzy książka i scenariuszem niż skupiałam się na historii. Nawet moment pocałunku, który wielu uważa za kulminacyjny nie poruszył mnie tak bardzo. Dopiero końcówka filmu to było to. Tak iskra, na która czekałam i o której tyle osób mówiła. Iskra do tego, żebym zaryczała się jak bóbr. To, jak przedstawiona jest walka Gusa z samym sobą, a potem pogodzenie się z tym, co go czeka. Cierpienie Hazel i jej katharsis na końcu. Po raz pierwszy w  życiu film wywarł na mnie dużo większe wrażenie niż książka i w sumie nawet sama jestem tym zdziwiona, bo podejrzewam, że będę w mniejszości. Nie żałuje jednak, że zaczęłam od książki. Może bez niej, film aż tak by mnie nie poruszył? Co myślicie?:)



xoxo, Anastazja

BERLIN


Jakiś czas temu otrzymałam propozycję wyjazdu na kilka dni do Berlina na prezentację kolekcji Sloggi Kylie Minogue. Nie ukrywam, że początkowo były myśli "nie, nie jadę, nie nadaję się..." ale po dłuższym zastanowieniu mówię co mi szkodzi, spróbuję i pojechałam wraz z przyjaciółką.. Oczywiście jak w każdej podróży były przygody. Wstałyśmy punkt 2 w nocy, o 4 miałyśmy Polskiego Busa ponieważ pociągi za naszą Zachodnią granicą miały strajk, druga przygoda była również kłopotliwa gdyż już dojeżdżając do Berlina miałyśmy wysiąść na lotnisku, gdzie czekał na nas kierowca, który miał nas zawieźć do hotelu... my dwie gapy wysiadłyśmy na dworcu ZOB. O godzinie 12 jechałyśmy już na konferencję prasową z Kylie więc ledwo co się wyrobiłyśmy zmarnowane jazdą i praktycznie brakiem snu. Było bardzo sympatycznie, kamery, stado dzikich fotoreporterów i ona :) Po konferencji pojechałyśmy do hotelu, szybki obiad, rozeznanie w terenie i szykowanie się na wieczorową imprezę. Stres w moim przypadku sięgał zenitu, wiecie jaka jestem wstydliwa i skryta wbrew pozorom. Wypiłam drinka w oczekiwaniu na gwiazdę wieczoru i trochę ze mnie zeszło, było tyle cudownych i inspirujących osób... powtórzyłabym wyjazd bez najmniejszego zastanowienia. Resztę dni wypełniłyśmy zwiedzaniem Berlina. Byłam tam 5 razy i z każdą kolejną wizytą jestem zauroczona jeszcze bardziej. 





xoxo, Anastazja

HAPPY MOTHER'S DAY!

Wielkimi krokami zbliża się wielki dzień. Mam o tyle łatwiej, że zarówno święto Mamy jak i Taty są w odstępie kilku/kilkunastu dni od urodzin moich rodziców. Zawsze jest problem co kupić, co zrobić aby im się podobało, stawiam na przydatne rzeczy. Jakiś czas temu mojej mamie spodobał się zapach świeczki Yankee Candle o zapachu jabłka i cynamonu. Stwierdziłam, że to idealny prezent i wybrałam takie świeczki, które idealnie do niej pasują. Dokupię kilo cukierków marcepanowych, które uwielbia, bransoletkę srebrną z niebieskim oczkiem i wyślę paczkę. Jakiś czas temu na moim Snapchacie pokazywałam i opisywałam wszystkie świeczki i ich zapachy, jeśli macie pytania chętnie na nie odpowiem.



                                                         xoxo, Anastazja